Ta strona używa plików cookies.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies?
Copyright 2021 - Parafia NMP Matki Kościoła

ROZWAŻANIA MORALNE

Kiedy miłość może przeszkadzać „uzdrowieniu przez przebaczenie”?

Motto: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” [Mt,:16/26]

Czcigodni Czytelnicy, tym razem od razu odpowiem na pytanie postawione w temacie. Przeszkodą na drodze przebaczenia jest sama miłość, ale tylko ta, która nosi imię miłości własnej. Jeśli człowiek nie postrzega siebie jako przybranego królewskiego  Dziecka Bożego, to cierpi na chorobę sierocą i natarczywie domaga się od innych tego, czego mu brakuje, czyli poczucia wartości. Świadomy własnego braku bezskutecznie zabiega o to, co z natury należy się każdemu człowiekowi, jeśli tej natury nie zdradził. Nie potrafi przebaczać, bo rozpycha go pycha. Najdrobniejsze nawet urazy potraktuje jak obrazę majestatu i w imię domniemanej godności będzie dążyć do starcia przeciwnika w proch jak Otto von Jungingen w relacji ze Zbyszkiem z Bogdańca albo Judasz, który pragnął sprowokować Chrystusa do walki politycznej. Obaj deklarowali miłość do Boga, ale czy podoba się nam taka forma miłości? Czy służy ona mądrości i przebaczeniu, czy wręcz samozatraceniu?

Dużo aktualnych informacji na temat prymatu zaślepionej miłości własnej znajdziemy w książkach Marguerite`y Peeters: „Globalizacja zachodniej rewolucji kulturowej”, „Polityka globalistów  przeciwko rodzinie” i „Nowa etyka w dobie globalizacji”. Ich lektura zastąpi nam wyprawy do pozamykanych kin i pobudzi do głębokich refleksji.

Co jest snem, a co sensem życia? Czy to drugie to szczęście w miłości? Zapewne tak, ale nie tyle – seksualnej, propagowanej wszem wobec przez media społecznościowe, ile będącej przede wszystkim dawaniem świadectwa wierności Chrystusowi! Co zatem gwarantuje takie szczęście? „Święty spokój”? Nie. Raczej pokój duszy, pełen czujności wobec pokus zła! Która z tych pokus jest najgroźniejsza? Wg mnie – przyzwyczajanie się do niewybaczania ani sobie, ani Panu Bogu, ani autentycznym krzywdzicielom [np. Judasz]. Jakież to wygodne: móc usprawiedliwić się z każdego łotrostwa tłumaczeniem, że inni są nam winni!

Kiedy więc miłość własna przeszkodzi przebaczeniu? Czy nie wtedy, gdy człowiek zrywa związek z sercem? Gdy traci więź z ogromną przestrzenią wolności, darowaną ludziom przez Ducha Świętego i bezmyślnie oddaje się w niewolę podszeptom złego? Jakże zmusić do wybaczania kogoś, kto wolności nie zaznał, bo wyrzekł się jej dla wygody i chwilowych przyjemności?  Żeby odzyskać wolność, musiałby przecież wyprzeć się siebie, to znaczy zrezygnować ze swojej pustki, zapchanej błyskotkami zachcianek. Na razie jest jak olbrzym wypchany pychą i wzgardą do drugiego człowieka. Jak Goliat, którego powalił procą Bożej miłości przeciwnik o wielkim sercu – pasterz Dawid.

Toteż wróbelki pląsające ze śpiewem pomiędzy sznurami pereł deszczu wzbudzają więcej miłości niż szalejące żywioły, bo te są bezduszne, więc gaszą nadzieję, budzą przerażenie rozpacz i nienawiść, dopóki nie sczezną marnie. A przecież pokorą, a nie pogardą i pychą Chrystus pokonał zło. Czy moglibyśmy posądzać Go o małoduszność bądź tchórzostwo?

Piękni i Pokorni Pomocnicy cnoty Powściągliwości! Pamiętajmy jednak, że gdy szaleją żywioły, z łatwością u słabych ludzi [tych o głębokiej miłości własnej] znajdziemy sztuczną pokorę. Tylko wielkoduszni skierują wtedy swojego ducha ku Duchowi Wszechrzeczy – Bogu Wszechmogącemu, a nie ku kolosom na drewnianych nogach. Nie ugięli się pod przemocą M. M. R. Kolbe ani J. Popiełuszko, ani S. Wyszyński, Ojciec Pio czy Ruotolo Dolindo. A Bóg obdarzył Ich łaską wytrwania w męce zadanej przez ludzi. Czy chcielibyśmy być w skórze tych, którzy zadawali im cierpienie?

Czcigodni Czytelnicy, odstąpiłam od omawiania filmów, bo pragnę, abyśmy dowiedzieli się od polecanej autorki – M, Peeters, dokąd świat zmierza i jak zastępuje się prawdę o miłości – zaślepioną miłością własną. Życzę fascynującej przygody z tą lekturą!

Romana Cynk: 03.11.2020